„Hou Hou Hou” zamiast „Pokój i Dobro”

Brat z bratową przysłali szczegółowy wykaz umiejętności ich córki. Co już potrafi, a czego jeszcze nie potrafi. Potrafi na przykład naśladować odgłos paszczowy psa. Ale robi to po swojemu. Nie jakieś tam oklepane „hau hau hau”, ale poważne, jej własne, osobiste, szestnastomiesięczne „hou hou hou”.

No i mi się przyśniło. Że czytam książkę. A tam, czarno na białym, że w XVI wieku, w Holandii, franciszkanie zamiast „Pokój i Dobro” używali pozdrowienia „hou hou hou”.

Się obudziłem. A ponieważ ciekawość to pierwszy stopień do nieba (pierwszy stopień do piekła to nuda!!!), wrzuciłem do tłumacza elektrycznego „hou hou hou”. Z głupia frant. Z holenderskiego na polski. Efekt? Tłumacz obwieścił, że znaczy to po holendersku „miłość, miłość, miłość”. Bez komentarza.

Hou hou hou.

 

PS. Dawno się piosenką nie dzieliłem. Ostatnio po głowie chodzi to:

 

 

Świętych losowanie

Jest w zakonie franciszkanów taka tradycja, że 6 stycznia losuje się patronów – przyjaciół na cały rok. Ot, taki dodatkowy święty. Przygotowuje się karteczki, na kartkach zapisane imiona świętych. Bracia przychodzą, losują z koszyka jedną karteczkę. Ot, Święty. Potem jest cały rok na zaprzyjaźnienie się z nim, na poznanie jego biografii, jeśli się nie zna, na modlitwę do niego. Lub do niej.

Czasami na takich karteczkach dołącza się jakieś zdanie, jakąś sentencję, jakieś „zadanie” na cały rok. Albo imię współbrata za którego trzeba się modlić przez cały rok. Prosta sprawa, ktoś mógłby powiedzieć – dziecinna niemalże. Ale bardzo sympatyczna i wyrażająca po prostu wiarę w świętych obcowanie. Że oni żyją, się modlą, chcą mieć z nami coś wspólnego.

Znam nawet jednego mnicha, który jest święcie przekonany, że to nie on i jego współbracia losują świętych, ale że to święci wybierają sobie kim się chcą opiekować. Intuicja ciekawa. Może trochę wariacka, ale ciekawa.

Zdanie, które znalazł ów znajomy mnich na tegorocznej karteczce było troszkę podobne do tytułu poniższej piosenki.

Największa radość w Nowym Testamencie?

Gdzie jest największa radość? Jaka scena jest opisana w taki sposób, że nikt nie ma wątpliwości, że ludzie w niej uczestniczący się naprawdę cieszą? Ano, według jednego z moich wykładowców, to Mt 2,10 wygrywa w klasyfikacji na najbardziej odjechaną radość w Nowym Testamencie:  ἰδόντες δὲ τὸν ἀστέρα ἐχάρησαν χαρὰν μεγάλην σφόδρα. Gdy zaś ujrzeli gwiazdę, uradowali się radością bardzo wielką. Trzej Królowie. Idę wypatrywać.

Wake up…

Ile razy można pisać: „przez długi czas tu nie zaglądałem”? Ale taka jest prawda. Nie zaglądałem. Piosenką się chcę podzielić. Łazi mi po łbie od dni kilkunastu… 

Anioł Stróż ma na imię Euzebiusz – Papież w Asyżu

A bo dzisiaj jest święto świętego Franciszka. I Papież pojechał do Asyżu. I spotkał się z dziećmi. W tekście przygotowanym na to spotkanie z dziećmi przytacza cytat z listu od Nicolasa z Buenos Aires, który nie może mówić i chodzić, bo urodził się z niepełnosprawnością. Nicolas w którymś momencie swego listu pisze do Papieża Franciszka: „Każdej nocy, od kiedy mnie o to poprosiłeś, proszę mojego Anioła Stróża, który ma na imię Euzebiusz i jest bardzo cierpliwy, żeby strzegł Ciebie i Ci pomagał. Możesz być pewien, że zrobi to bardzo dobrze,  ponieważ troszczy się o mnie i  towarzyszy mi każdego dnia. A jak nie mogę spać, to przychodzi i bawi się ze mną”. Papieża to urzekło. Mnie również.

Od maluchów trzeba się uczyć, bo widzą i wiedzą więcej!

Blog na WordPress.com.