Rzutem na taśmę

Rzutem na taśmę. W ostatniej fazie. Na minutę przed odlotem. Ale udało się. Wleźć do polskiego, zwykłego, eleganckiego jeziora. Zanurzyć, podwodnić, wynurzyć. Woda zimna jak powietrze w zamrażarce, ale warto było. Warto dodać, dla porządku, że jezioro nazywało się Bardze i znajduje się koło Babilonu. Warto dodać również, że jezioro Bardze jest bardzo fajne, a Babilon podobno spłonie (przynajmniej tak głoszą piosenki reggae, ale pewnie nie o ten Babilon im chodzi). Ot, taką prostą radością się dzielę.

Również dlatego, że te jeziora okołochojnickie to są takie rzeczy, które chciałoby się zabierać ze sobą w podróż. Nawet do Rzymu…  Tak, tak, te proste, zwykłe jeziora. Czyli mnóstwo wody, zebranej w jakimś dole, porośniętym zielskiem, otoczonym krzaczorami. Ale mi to wystarczy, żeby pomyśleć: „Panie Boże, ale fajny świat stworzyłeś!”…

Na zdjęciu: Nie Jezioro Bardze, ale Niewyraźny Widok na Jezioro Charzykowskie poprzez Chaszcze.

 

Reklamy

Uśmiech świętych

Od czasu do czasu zdarzają się w życiu prezenty. Ot, takie po prostu. Nieoczekiwane i z zaskoczenia. Zdarzył mi się taki przedwczoraj. Ni stąd, ni zowąd znalazłem się w Padwie. Po drodze z Como do Rzymu. (Dla ilustracji: to tak jakby wracać ze Szczecina do Krakowa przez Białystok). Ot, taki niespodziewany autostop z międzylądowaniem u św. Antoniego. Pozdrowiłem świętego Antoniego, i od siebie i od Państwa. A i do św. Leopolda Mandić nie zapomniałem się wybrać. Pozdrowiłem również.

U św. Antoniego, patrona tych co gubią obiekty zgubialne, modliłem się tym razem nie o to, żeby cośkolwiek znaleźć, ale o to, żebym zawsze wiedział czego trza szukać i żeby mi się szukać z wytrwałością chciało. A jak już się wie, czego się szuka, to się znajdzie. Bo kto szuka, to znajduje.

PS. Do WAPM 5 dni! Piszący te słowa będzie próbował zapisać się do Brązowej F, całkiem miło się w niej pielgrzymuje – dużo przyjaznych ludzi. Ostatnio udawało mi się zapisywać do tej grupy raczej bez większych problemów, choć liczna. Ufam, że w tym roku będzie podobnie.

 

Trzęsienie ziemi w Rzymie – 11.05.2011

Chodzą i gadają. Zwykle gadają o pogodzie („si sta bene a Roma”), o kawie („e’ buono”), o piłce (Palermo wygrało wczoraj z Milanem i zagra w finale Pucharu Włoch). Dzisiaj natomiast gadają o trzęsieniu ziemi. Bo jakiś naukowiec przewidział. Dokładnie na dziś. Niektórzy Rzymianie miasto przezornie opuścili, innym w ogóle taka możliwość przez myśl nie przemknęła. Jak donosi miejscowa prasa, to Chińczycy się przestraszyli najbardziej – właściciele sklepów, których mnóstwo w okolicach Termini. Będzie tam dzisiaj głucho i pusto, bo Chińczycy sklepy zamknęli i się wynieśli z miasta na dnia kilka, trzęsienie ziemi przeczekać. Przezorny zawsze ubezpieczony.

Potem się okazało, że naukowiec, co to przewidział to trzęsienie to wcale nie był naukowiec, żadnego trzęsienia w sumie nie przewidział, a te które przewidział nie były zaplanowane na dziś. Potem zdementowano wszystko. Potem się okazało, że naukowiec jednak coś przewidział, ale nie wiadomo dokładnie co. Itp., itd.

W każdym razie – na Laurentinie póki co (08:40:05; 11.05.2011) ruch jak zwykle, klasztor stoi, a Instytut Sejsmologii zorganizował Dni Otwartych Drzwi. Jutro rano się okaże, kto miał rację.

————————

12:50:05; 11.05.2011 – Nadal się nic nie trzęsie. Jedyna zmiana w widoku z dachu naszego klasztoru – sterowiec nad starówką. Filmuje opustoszałe rzymskie ChinaTown?

—————————

15:58:59; 11.05.2011 – Według niektórych wersji przepowiedni na dziś – ma być o 16.00. Punktualnie. Czyli za minutę. A jak nie będzie za minutę, to o północy. Nie wiadomo tylko, czy przepowiednia uwzględniła zmiany czasu z letniego na zimowy : )

————————–

01:27:28; 12.05.2011 Żarty, żartami, a zatrzęsło się w Hiszpanii. O ile nie jest to jakaś ponura prowokacja dziennikarzy, to znaczy, że „dziwny jest ten świat”.

Finalmente!

Marudziłem, marudziłem i proszę… Czy w Niebie czytają to co się tutaj pisze? Może Aniołowie Stróżowie? Żeby mieć pełny obraz „działalności” swoich podopiecznych?

W każdym razie: spadło! Może z 7, może z 10 mm, i to takiego co się zaraz roztopił, ale spadło! Śniegu!

Lubię te chwile (choć Rzymianie narzekają, że niedługo nie będą miały te śniegowe minuty swego niepowtarzalnego uroku, gdyż zdarzają się za często… a „padało” drugi raz w tym roku!).

Lubię je dlatego, ponieważ strasznie lubię obserwować moich współbraci, którzy śnieg widzą czasami po raz pierwszy w życiu. Czterdziestolatkowie, którzy cieszą się jak dzieci, bo z nieba spada coś białego. Czego w Zambii nigdy nie widzieli. Niesamowite… Podejrzewam, że oni z takim samym zdziwieniem patrzą na kogoś, kto po raz pierwszy widzi żyrafę, albo słonia, który łazi sobie „luzem”. Świat jest piękny, bo jest różnorodny.

Fizjologiczny brak śniegu

Czy istnieje coś takiego jak „fizjologiczny brak śniegu”? Albo „obniżony poziom śniegu we krwi”? Opisał ktoś taką jednostkę chorobową? Podejrzewam, ża zaczynam zapadać na taką właśnie przypadłość… Czytam w mailach, listach o tonach śniegu w Polsce, o przepięknych mrozach… Ba, dostałem kilka ton śniegu w formacie „.jpg”, przyszły w załącznikach, razem z mailami. Ale fizjologiczny brak śniegu i tak się ujawnia… Jeden z objawów – coraz bardziej podoba mi się kolor biały…

Wiem, wiem, niektórzy z chęcią by się zamienili… Pewnie, że by pomogło. I tym co cierpią na obniżony poziom śniegu we krwi i tym, co cierpią na podwyższony poziom śniegu we krwi. A póki co, mi pozostaje wpatrywanie się w otwartą zamrażarkę, a Państwu w otwarty piekarnik…

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.