Przygody Pana Janka – odc. 3

Ta strona internetowa, na której się aktualnie znajdujecie, powstała ot tak, po prostu. Ani to blog, ani to blogopodobne, ani to newsletter. Sam nie wiem, co to jest i zdaje się, że się i Czytelnicy zdążyli przyzwyczaić, że można tu znaleźć wszystko. Strona eklektyczna, prawdopodobnie dlatego, że autor eklektyczny. Ale to tylko dlatego, że i życie jest różnorodne i wielorakie. Ludzie modlą się, słuchają Słowa Bożego, jedzą, tańczą, biegają, tęsknią za śniegiem, zachwycają się tym co piękne. I pewnie dlatego i tutaj znajdzie szanowny Czytelnik fragment homilii, przepis na ciasto jabłkowe, wspomnienie z półmaratonu i opowieść o kosmitach.

Można byłoby zatem zapisać tę stronę do gatunku literackiego: list otwarty, pocztówka kolorowa. Zaadresowana do tych, którzy autora znają, mieli z nim cokolwiek do czynienia, lub do tych, którzy go nie znają kompletnie, ale spodobała im się np. fraszka na żyrafę.

W tej całej różnorodności jest miejsce i na sprawy bardzo konkretne. Ot, chociażby jak ta, związana z Panem Jankiem. Stali bywalcy Mruczanek Pana Janka już znają i przedstawiać go nie trzeba. Póki co, to właśnie Jan jest głównym bohaterem Strefy Dobrego Serca. I zdaje się, że Czytelnikom nie pozostaje obojętny ani on, ani jego i jego rodziców zmaganie z tajemniczym Zespołem Polanda. Od dwóch lat  śledzimy wspólnie historię Jasia i jego prawicy.

Stąd i w tym roku – po pierwsze: podziękowania od Marty i Radka.

Po drugie: prośba o dalszą pomoc, czyli co zrobić z 1% podatku.

Oto list od naszych znajomych:

Drodzy Przyjaciele,
po raz kolejny serdecznie dziękujemy za deklaracje 1% PIT na rzecz leczenia Jasia deklarowane w PIT 2010. Fundacja wyplacila środki w grudniu 2011 r. Dzięki Waszym deklaracjom udało się pokryć część kosztów leczenia Jasia, jakie ponieśliśmy w 2011 r. w związku z drugą operacją Jasiowej rączki w Niemczech (w marcu) i wizytami kontrolnymi (we wrześniu).

Dzięki Waszemu wsparciu mogliśmy przeprowadzić leczenie operacyjne. Teraz koncentrujemy się na ćwiczeniach i pielęgnacji przeszczepionej skóry. Dotychczasowy efekt leczenia jest po prostu wspanialy – Jaś odzyskał chwytność w dwóch paluszkach i dość sprawnie korzysta z prawej rączki.

Ponieważ w zeszłym roku nie udało się refinansować wszystkich kosztów, to również w tym roku polecamy się Waszej pamięci przy rozliczeniach PIT.

INSTRUKCJA:
Na leczenie rączki Jasia w rocznym PIT  za 2011 r. można przekazywać 1% podatku w następujący sposób:

– nazwa fundacji: Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”,
– nr KRS fundacji: 0000037904;
– oraz w pozycji PIT „INFORMACJE UZUPEŁNIAJĄCE” w drugim wierszu (w PIT-37 to pozycja 124) KONIECZNIE należy dopisać: Jan Radosław Korneluk, 9541. Dzięki temu Fundacja po otrzymaniu środków z Urzędu Skarbowego przeksięguje je właśnie na subkonto Jasia.

Chcielibyśmy podkreślić, że takie leczenie nie podlega refundacji z NFZ i jest finansowane wyłącznie przez nas, m.in ze środków z 1% PIT wpływających na subkonto w Fundacji. To leczenie jest możliwe zatem dzięki Wam, za co chcielibyśmy jeszcze raz bardzo serdecznie podziękować.

z pozdrowieniami,
Jaś oraz Marta i Radek wraz z Michasiem

Reklamy

Nawrócenie Św. Pawła – czyli thriller na drodze do Damaszku

Scena 1. Szaweł. Głos. Strach. Muzyka podkreślająca nastrój grozy. Rozmowa. Przerażenie Pawła. Potem z lotu ptaka – obraz drogi do Damaszku.

Scena 2. Damaszek. Gwar. Targ. Huk. Szum. Nikt nie zauważa, że w jednym z domostw dzieją się rzeczy, które zmienią bieg historii. Nie tylko lokalnej.

Scena 3. Ateny. Paweł przemawia.

Scena 199 735 234. Bierzesz do ręki Nowy Testament. Otwierasz list do Rzymian. Np. rozdział 8. I  czytasz, że „Bóg, z tymi, którzy Go miłują, współpracuje we wszystkim dla ich dobra”. Otwierasz list do Koryntian. Rozdział 13. Czytasz o Chrystusie, Miłości, która cierpliwa jest i łaskawa. Nie unosi się pychą i nie pamięta złego…

I już wiesz, dlaczego to dobrze, że jest takie święto – Nawrócenie św. Pawła.

Szykuje się wyprawa do Souk Ahras i do Pavii?

Jest taki franciszkański zwyczaj, że 6 stycznia, oprócz kolędy – wizyty duszpasterskiej wewnątrzklasztornej (przełożony nawiedza pieczary i jaskinie podwładnych), losuje się świętych. Otóż: przygotowywane są kartki, kwity, pergaminy z imionami świętych. Różnych. Od tych najbardziej popularnych, do tych najmniej znanych. Zwykle dodaje się jeszcze do tego jakąś sentencję, cytat, myśl pobożną. Niekoniecznie z tego samego świętego, co to imię jego już na takim kwicie widnieje. Czyli na przykład może być, że na kartce będzie św. Emerencjana, a cytat ze św. Germanika. Celebruje się Nieszpory, śpiewa się Litanię do Wszystkich Świętych, a potem się losuje. Kwit, kartkę, z imieniem świętego.

Po co taka operacja? Ano po to, coby zaprzyjaźnić się z jakimś świętym na cały rok. Takie dodatkowe wsparcie z góry, z powietrza, z Nieba. Ale również  – dodatkowa wskazówka. Można np. wylosować św. Klarę. To pewnie wskazówka, żeby się modlitwą więcej zająć. Albo można wylosować św. Maksymiliana. Może to podpowiedź, żeby w końcu iść oddać krew? Itd., itp.

Ja w tym roku wylosowałem św. Augustyna. Jeszcze nie wiem, co to znaczy. O ile wyprawę do Souk Ahras (Algieria, dawniej Tagasta, miejsce urodzin św. Augustyna) raczej można w ciemno wykluczyć, to już jakiś skok do Pavii (Włochy, Lombardia, w Pavii znajduje się grób św. Augustyna)[a na zdjęciu obok – most w Pavii;] aż tak całkiem nieprawdopodobny nie jest.

A może po prostu mam „kochać i robić co chcę”? Albo odkryć na nowo Piękność?…

Późno Cię umiłowałem, Piękności tak dawna a tak nowa, późno Cię umiłowałem. W głębi duszy byłaś, a ja się błąkałem po bezdrożach i tam Ciebie szukałem, biegnąc bezładnie ku rzeczom pięknym, które stworzyłaś. Ze mną byłaś, a ja nie byłem z Tobą. One mnie więziły z dala od Ciebie – rzeczy, które by nie istniały, gdyby w Tobie nie były. Zawołałaś, rzuciłaś wezwanie, rozdarłaś głuchotę moją. Zabłysnęłaś, zajaśniałaś jak błyskawica, rozświetliłaś ślepotę moją. Rozlałaś woń, odetchnąłem nią – i oto dyszę pragnieniem ku Tobie. Skosztowałem – i oto głodny jestem, i łaknę. Dotknęłaś mnie – i zapłonąłem tęsknotą za pokojem Twoim…

Powiem w przyszłym roku, jak mi poszło z Augustynem. A tak w ogóle, to wolę myśleć, że to nie my ich losujemy, ale że Oni nas losują. Zmienia perspektywę. I to bardzo.

Piękne, Święte, Zakochane…, cz. II

Niezależność, kawa, papierosy, spacerowanie bez kapelusza po ulicach, z rękoma w kieszeniach, jedzenie w barach, muzyka cygańska… – tak swój styl życia opisywała w pamiętniku pewna młoda dziewczyna, dziennikarka, działaczka polityczna: Sára Salkaházi. Jak na okres międzywojenny, taki styl życia to rewolucja, emancypacja i co tam jeszcze…

W pewnym momencie młodej dziennikarce i działaczce politycznej coś się „przestawia”. Zrywa zaręczyny i postanawia wstąpić do zakonu. Siostry nie chcą jej przyjąć, bo… za dużo pali! A nowicjuszce, podobno, nie wypada odpalać jednego od drugiego…

W końcu siostry Sarę przyjmują. A ona rzuca się w wir pracy, korzystając ze wszystkich darów, jakimi została obdarowana. Pisze, organizuje, pisze, organizuje, działa. I tak przez całe swoje zakonne życie.

Umiera, zastrzelona za ukrywanie Żydów w założonych przez siebie domach. [Domy te zakłada w imieniu swego zgromadzenia z myślą o pomocy dla młodych kobiet, które przyjeżdżają do Budapesztu w poszukiwaniu pracy].

Beatyfikowana zostaje w 2006 roku…

A skąd mi się Sara nagle w środku Adwentu przypomniała? A bo mi się świętość o codzienność czasami rozbija… A chyba powinno być inaczej… Żeby ta pierwsza w tej drugiej siedziała. Bo inaczej będzie jakaś abstrakcyjna i sztuczna. A Sara, chcociażby z tym swoim rzucaniem palenia przed pójściem do zakonu (por. zdjęcie obok – Sara pierwsza z lewej), pokazuje, że świętość jest konkretna i czasami bardzo prozaiczna… Bł. Sara – „patronką rzucających palenie”?  Pewnikiem brzmi dziwacznie, ale pokazuje bardzo dobrze, że świętość od codzienności, od tego co robię, od tego dokąd chodzę i z kim się spotykam, nie jest i nie może być oderwana…

Bł. Saro, módl się za nami, coby się nam w tysiącu drobiazgów udało odkrywać jedną wielką całość. Że my do kochania jesteśmy stworzeni. Dla Miłości. Do tego, żeby nie żyć już dla siebie, ale dla Tego, który za nas umarł i zmartwychwstał.

Piękne, Święte, Zakochane…

Wpada do mnie ostatnio jeden Mnich Mnich. Patrzy na ekran komputera i oczom nie wierzy. Dziewczyna. Młoda. Uśmiechnięta. Zdjęcie.

A kto to? – zapytał Mnich Mnich podejrzliwie. W głosie zabrzmiało coś na kształt: „złapałem cię na gorącym uczynku. Masz prawo nic nie mówić. Wszystko co powiesz może zostać użyte przeciwko tobie. Masz prawo do adwokata. Mów prawdę, całą prawdę i tylko prawdę”.

I miał prawo do bycia podejrzliwym, no nie? Może zanim się opowiem i wyjaśnię, zróbmy mały test – a jak powiem „święta”, to co przychodzi na myśl? Zakonnica? Klauzura? Welon jakiś makabrycznie plastikowy zakrywający wszystko, łącznie z oczyma? Włosiennica? Afryka? XIII wiek i biczowanie? Często pewnie tak… Mniej pewnie się kojarzy z XX wiekiem, z bieganiem, ze skakaniem, z grą w tenisa, z wyjazdami nad morze, z huśtawką? [Jeżeli tak, to ten wpis jest propozycją wykasowania średniowieczno-dzikostrasznych stereotypów ze swojej głowy : )  ]

Błogosławiona Chiara Badano. Beatyfikowana 25 września tego roku… – odpowiedziałem zgodnie z prawdą, całą prawdą i tylko prawdą. Mnich Mnich pokiwał głową, zmienił temat, pogadał chwilę i sobie poszedł. Nie uwierzył?

Jakąś fascynację ostatnio przeżywam. Czytam wszystko co o bł. Klarze znajdę, słucham piosenek (por. np. http://www.youtube.com/watch?v=0PFdsV0tz4U) i jej zazdroszczę… Światła w oczach, radości, świętości tak niezwykle zwykłej…

[Zdjęcie pochodzi ze strony http://www.chiaralucebadano.it%5D

Blog na WordPress.com.