Sporty ekstremalne – kto patronuje?

Jednym z tematów poruszanych w tym roku na MaxFestiwalu (por. poprzednie wpisy)  był Kościół. Głównym zagadnieniem był co prawda Chrzest, ale przecież nie sposób gadać o Chrzcie bez gadania o Kościele, skoro Chrzest w Kościele otrzymujemy, Chrzest nas w Kościół włącza. W tym samym Duchu ochrzczeni. Bracia i siostry. We wszystkich miejscach na ziemi, od 2000 lat. Potężna rodzina. Znam tych co są blisko, znam tych co mnie poprzedzili. Znakomitej większości nie byłbym w stanie wymienić i zapamiętać. Ale są. Nie jesteśmy sami we wszechświecie. Mamy szalonych świętych braci i pięknie, cudowne siostry. Od św. Agnieszki do Joanny Beretty. Od św. Augustyna do bł. Jerzego Popiełuszko.

Trochę w związku z tym, zastanawiałem się dzisiaj, sprowokowany nieco przez Twórczynię Tras Maratonu Rowerowego, kto jest patronem sportowców uprawiających sporty ekstremalne. Który z tej całej wspaniałej naszej rodziny by się do tego nadawał.  Jeden z kandydatów na zdjęciu. Błogosławiony Pier Giorgio Frassati. Może być, no nie?

Reklamy

Neurotajemnice a św. Maksymilian

Natknąłem się wczoraj na fragment filmu dokumentalnego opisującego życie / zdolności / trudności genialnych ludzi. Bohaterami byli jednak nie „zwykli” (o ile tacy istnieją) geniusze, ale geniusze niezwykli. Sawanci. Jeden z gostków biorących udział w filmie miał za zadanie narysować panoramę Rzymu. Wsadzono go w helikopter, polatano chwilę nad Rzymem, a potem chłopak wziął do ręki pisak-mazak i machnął 5m kwadratowych panoramy, z pamięci rysując Plac św. Piotra, Panteon, Koloseum, ulice, itd. Zgadzało się wszystko! Liczba kolumn, okien, itp. itd. Po prostu wziął i sfotografował to co widział, a potem to „wydrukował”. Gdzieś przy okazji zastanawiano się nad twórczością. Wyszło im w tym filmie, że odpowiedzialna jest za twórczość głównie dopamina, substancja, która wydziela się w naszych bańkach w sytuacjach, kiedy trzeba działać. Ucieczka, strach, itp., itd. Wtedy dopamina zalewa mózg, łatwiej łączyć poszczególne obszary, łatwiej i szybciej przekazywane są informacje. Wymyślamy wtedy niesamowite rzeczy. Aby przeżyć, uciec. Wpadamy na niesamowite pomysły. Ale ta dopamina to także wtedy, kiedy musimy być twórczy, bo na przykład zależy nam na kimś strasznie, strasznie. Stąd pewnie te wszystkie wiersze tworzone przez zakochanych… No i rację miał św. Maksymilan, kiedy mówił, że „tylko miłość jest twórcza”.

Katastrofa w Smoleńsku. Widziana z Rzymu.

Słowa wyławiam z mojej skrzynki mailowej, wyławiam z sms-ów, wyłowiam z wczorajszych, dzisiejszych rozmów…

Strumień skąpanych łzami słów. Innych, bo odświętnie poważnych. Innych, bo płynących z ciszy. Jest w nas potrzeba nazwania, wyrażenia, wypowiedzenia. Łatwiej zmierzyć się z bólem. Różny jest ten ból. Różny jest ten smutek. Ktoś stracił rodzinę. Ktoś przyjaciela. Ktoś znajomego. Bo to nasi. Bo najważniejsi. Bo tylu. Bo z tej strony życia ich już nie zobaczymy, bo podziękować nikt nie zdążył. Bo sumienie może troszkę gryzie, że niesprawiedliwie ocenialiśmy. Co dalej? My żyjemy. Każdy dzień to prezent. 1440 niepokolorowanych minut. Od nas zależy wybór koloru. Można na purpurowo – szlachetnością, można na zielono – nadzieją. A można na szaro? Można. Ale czy warto?

Tata, sms: Trójce z nich mówiłem po imieniu, bo taki był u nas zwyczaj…

Osorio, z Mozambiku, kolega ze szkoły, który m. in. widział na własne oczy wojnę w Kongo, człowiek bardzo wrażliwy na sprawy całego świata: Dzwoniłem do ciebie rano, bo nie mogłem zrozumieć o co tak naprawdę chodzi, kto zginął i dlaczego. Niech Pan Was błogosławi…

Mama, mail: Byłam przejść się po grupach. Gazetki wielkanocne zamieniono na żałobne. Na jednej z nich zdjęcie prezydenta Kaczyńskiego, a obok zdjęcie naszego burmistrza, jak składa kwiaty pod pomnikiem. Pytam się wychowawcy, o co chodzi, bo chyba raczej coś tu nie gra, co burmistrz tutaj robi? Wychowawca: a to jeden z naszych wychowanków, dla niego jest jasne, że jak ktoś składa gdzieś kwiaty, to to musi być prezydent i dla niego to on jest i na tym zdjęciu…

Gary, z USA, kolega ze szkoły: Przykro mi z powodu Twojego Prezydenta. Myślałem o was, jak usłyszałem, co się stało…

Pani Urszula, z Łopusznej, mail: „Ludzie – więc chlubią się, iż wielkich znali/ K’temu jedynie/ Iż nie poznają się na wielkim mali/ Pierwej, aż zginie”. (C.K. Norwid). Ten akurat fragment wiersza Norwida przeczytałam, przypadkiem(a może to nie był przypadek bo książka sama otworzyła się na tej akurat stronie) w Łopusznej, w dniu kiedy umarł ks. Tischner. Obecnie po sobotnich wydarzeniach znów powrócił…

Enrico, Włoch, około 80 na karku: Tylu ważnych ludzi… Jakiś biskup też tam był, no nie? Taka tragedia, taka strata… I żołnierze? Dowódcy? Jak będę się wybierał jeszcze w jakąś podróż, to będę pamiętał, żeby nie Tupolewem…

S. Miriam, Dominikanka, mail: Wróciłam z mojej Warszawy… jakiejś innej… W niedzielę po południu wysiadłam na Wschodnim… Warszawa powitała mnie niespotykaną ciszą… nawet w wakacje, kiedy Warszawa się wyludnia – nie ma takiej ciszy… taka trochę głucha, ale jednocześnie … hmm… święta… cisza…

Pani Anna, reżyser teatralny, Kraków, mail: Czy to wszystko dzieje się naprawdę…? Czy tak trzeba było przekonać świat, ze Katyń to było naprawdę …? Czy Wolność i Prawdę tak się mierzy… ofiarą…? i ten dzień …przed Niedzielą Miłosierdzia… Zamieniliśmy się w słup soli na uczelni… Bóg ma swoją reżyserię… i podpowiada…Módlmy się, żebyśmy zrozumieli co podpowiada…

Josef, Egipcjanin, żonaty z Polką, właściciel kwiaciarni, mijam ją codziennie w drodze do szkoły: A wiesz, tak naprawdę to ten cały Tusk mi się bardziej podoba, jakiś taki bardziej otwarty. Tak mi się wydaje, ale przecież nie znam dobrze historii i polityki. Ale Prezydent to Prezydent…

Ola, doktorantka, Warszawa, mail: Polska zmieni się na tyle ile zmieni się każdy z nas. To prawda. Nie ma przemian narodu. Wiemy to po śmierci Papieża. Są za to małe indywidualne nawrócenia i zmiany. Jaka będzie moja? Już nigdy nie zawstydzę się swojego konserwatyzmu i katolicyzmu! Już nigdy nie dam sobie wmówić, że jestem w mniejszości. Już nigdy nie zamknę ust przeciw kłamstwu. I ja stanę się bojownikiem prawdy. Już nigdy nie zawstydzę się polskości. To pewnie patetycznie brzmi, ale naprawdę ta tragedia wypaliła ze mnie moją letniość. Będę zimna. Będę gorąca.

Każdy dzień – 1440 niepokolorowanych minut. A można na szaro? Można. Ale czy warto? Będę zimny. Będę gorący. Głęboki ultramaryną. Jaskrawożółty szlachetnym szaleństwem.

…i dużo dobrych słów

Chyba nie tylko nas przejęła ta wczorajsza tragedia. Mieszkam w Rzymie, pracuję wśród Włochów, z Włochami. Wczoraj, po wieczornej Eucharystii sporo osób podchodziło, pytało się co tak właściwie się stało, kierowało wyrazy współczucia. Dzisiaj rano zaczepił mnie na korytarzu mnich z Korei Południowej: „Słyszałem o tym co się stało. A powiedz mi, a jakimi byli ludźmi, ci co zginęli?”. Chwilę potem przyszedł sms od kolegi ze szkoły – obywatela Mozambiku: „modlę się za Polskę” …

Nad takimi wydarzeniami nie da się przejść obojętnie… Właściwie nie jestem w stanie pracować, skoncentrować się na czymś innym. Przeglądam strony polskie, włoskie, niemieckie, angielskie, rosyjskie. Słucham wypowiedzi Prezydenta Rosji, Premiera Rosji, Prezydenta Gruzji. Naszych polityków… Ślepia mi się robią wilgotne…

Posmutniały biało-czerwone flagi…

Posmutniały biało-czerwone flagi. Zwiesiły głowy, nie wiedzą co powiedzieć… Para prezydencka nie żyje. Nie żyją inni wspaniali ludzie.

Co jest z tym Katyniem, że najlepszych nam zabiera?!

Znowu Wigilia Niedzieli Miłosierdzia… Kilka lat temu, w Wigilię Niedzieli Miłosierdzia, Jan Paweł II, teraz, również w Wigilię Niedzieli Miłosierdzia,  Prezydent Lech Kaczyński, jego żona, i ponad 80 innych  osób…

Moi współbracia, z Malty, ze Słowenii, z Włoch, przychodzą, pukają do drzwi – „przyjmij wyrazy współczucia”…

Oczy mi dziwnie zawilgotniały…

Blog na WordPress.com.