Cały czas fascynuje – Wniebowstąpienie

Chrystus jest w niebie w swoim Bóstwie, mocy i miłości; my nie możemy tam przebywać tak jak On,

jednakże możemy tam być naszą miłością, ale w Nim.

Nasz Pan nie opuścił niebios, gdy stamtąd przyszedł do nas;

nie opuścił też i nas, kiedy znowu wstąpił do niebios. (św. Atanazy)

 

Tyle św. Atanazy. Pan nas nie opuścił, jest z nami.

Ojciec Święty Benedykt XVI zwracał ongiś uwagę na te wersety Łukaszowej Ewangelii,

które mówią, że Jezus NIGDY nie przestał nam błogosławić, CAŁY czas  nam błogosławi:

Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce błogosławił ich.

A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba.

Błogosławił i nadal błogosławi. Fascynujące!

Co roku zachywca mnie to na nowo.

Reklamy

Niedziela Dobrego Pasterza – nie jesteśmy sami!

Ewangelia dzisiejsza, na IV Niedzielę Wielkanocną przytacza słowa Jezusa o owcach: «Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy».

Słowa proste. Słowa mocne. Chcesz zobaczyć ręce Ojca – patrz na ręce Syna! Bo On i Ojciec są jedno! A jakie są ręce Syna? Zranione przez miłość do nas. Św. Ambroży, cytując ten fragment Janowej Ewangelii w traktacie o Duchu Świętym, mówił, że ta Ręka Jezusa, z której nas nikt nie wyrwie to …Duch Święty! A zatem – dzisiejsza Ewangelia jest Dobrą Nowiną o wielkim przytuleniu. Obejmują nas miłosierne ręce Boga! Przepięknie, no nie?

PS. A bo mi jakoś do gustu przypadł ten zespół. Tercer Cielo. A ponieważ piosenka mówi o tym, że nie jesteśmy sami, to przytaczam.

42195 Boston

A jakoś mnie zdzieliła przez łeb ta poranna wiadomość o wybuchach na maratonie. Jak słyszę o wybuchach na targu w Bagdadzie, to mi przykro i się modlę. Jak słyszę o napadzie na Kościół w Nigerii, to myślę o męczennikach i się modlę. Ale ani w Bagdadzie nie byłem, ani w Nigerii.

A maraton pobiegłem. Nawet nie raz. Półmaratony też. Więc wiem mniej więcej, jak to jest, jak się widzi linię mety po długim człapaniu. Łatwiej mi wyobrazić sobie co czują biegacze, rodziny w Bostonie, niż co może czuć ktoś w innym końcu świata. Co o tym myśleć?

Wczoraj Papież Franciszek w porannej homilii komentował fragment z Dziejów Apostolskich, w którym opisany jest atak przeciwko Szczepanowi: oszczerstwa, fałszywe oskarżenia. Mówił, że przeciwników Szczepana nie stać było na stanięcie do „czystej walki”. I dlatego uciekli się da kłamstwa i przemocy. A za kłamstwem, przemocą i nienawiścią stoi zawsze Szatan.

Skoro w Bostonie nie wybuchły rury z gazem, to można być pewnym, że dobre intencje za wybuchami nie stały. Można pomyśleć, że i tam kogoś nie było stać na to, żeby stanąć do „czystej walki”, na poglądy, na przekonania. Kogoś nie było stać na dyskusję, dialog… Być może kogoś o bardzo obolałym sercu, które chciało być usłyszane. I krzyknęło bólem innych osób…

A co Pan Bóg na to wszystko? Ma jakąś odpowiedź? Papież Franciszek na koniec Drogi Krzyżowej w Koloseum mówił tak:

„Jezusowy krzyż jest Słowem, którym Bóg odpowiedział na zło świata. Czasami wydaje się nam, że Bóg nie odpowiada na zło, że pozostaje milczący. W rzeczywistości Bóg przemówił, odpowiedział, a jego odpowiedzią jest krzyż Chrystusa: słowo, które jest miłością, miłosierdziem, przebaczeniem. Jest także osądem: Bóg nas osądza miłując nas. Zapamiętajmy to: Bóg nas osądza kochając nas. Jeśli przyjmuję Jego miłość jestem zbawiony, jeśli ją odrzucam, jestem potępiony, nie przez Niego, ale przez samego siebie, bo Bóg nie potępia, On jedynie miłuje i zbawia”.

Znalazłem Wielbłąda!

Obrazek

A bo mi wczoraj, podczas Liturgii Słowa w parafii, wielbłąd był do homilii potrzebny. Takie natchnienie: żeby powiedzieć, że nie ma się co martwić, bo jest ktoś, kto nas przez pustynię życia przeprowadzi. Że jest ktoś, do kogo można się przytulić, na kim można się zawiesić. I że ten ktoś znajdzie wodę, oazę. Uratuje. Nawet jakby nam się wydawało, że z morza piachu to już się wyjść nie da. I tak jakoś mi się wydawało, że był jakiś Ojciec Kościoła, który mówił, że Pan Jezus jest jak taki wielbłąd. Że nas przez pustynię przewiezie. No i o tym wielbłądzie opowiedziałem. Cytując, ogólnie, „Ojców Kościoła”.

Wróciłem do domu i się przestraszyłem. Bo sobie mówię: „a jak żaden z Ojców Kościoła tak nie mówił?”. No i z tego przestrachu szukać zacząłem, aż w końcu znalazłem. Bo i w teologii porządek musi być i trzeba wiedzieć, dlaczego się mówi to co się mówi. Bo od tego życie zależy! Modlitwa zależy! Nadzieja zależy!

Szukałem i znalazłem! Święty Augustyn, Sermo 346A/5. Komentując fragment o przechodzeniu wielbłąda przez ucho od igły, pisze tak: „W wielbłądzie powinniśmy rozpoznać figurę Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Jest wielki, ale jest zdolny pochylić głowę aż do ziemi. Ale nikt nie może mu nałożyć cięzaru, jeśli sam nie zechce zniżyć się aż do ziemi. Podobnie i Chrystus – uniżył siebie aż do śmierci”.

W Polsce wielbłąd jest jednym z symboli używanych przez grupy AA. Że niby jest w stanie nie pić przez czas długi. Może wychodząc od św. Augustyna można dołożyć, dla tych co chcą, i taką lekturę symbolu – chrystologiczną. Bo jeśli on mnie nie przeniesie przez pustynię, przez tarapaty i kłopoty, to już nikt mnie nie przeniesie.

 

Porządki wiosenne i miłość, co ją widać jak na dłoni

Długo tu nie zaglądałem i nie sprzątałem. Głównie dlatego, że był Wielki Post i dlatego, że się ukryłem przez chwilę na franciszkanie.tv i na deon.pl i jeszcze na wielu innych stronach. Ładne ukrycie się…

I już mamy Wielkanoc. I mamy wiosnę. (Przynajmniej w Rzymie). Co więcej: mamy nie tylko nową wiosnę, ale mamy i nowego Papieża. I mamy za kilka dni Niedzielę Miłosierdzia! Też nową, bo w 2013 jeszcze takiej nie mieliśmy. I znowu będzie Ewangelia o Tomaszowym zaglądaniu w bok (J 20, 19-31). I patrzeniu na dłonie…

I co rok zastanawiam się: a dlaczego Tomasz nie uwierzył? Tomasz jest „niedowiarkiem”, który nie wierzy swojej wspólnocie, świadczącej o Zmartwychwstaniu. Po prostu: nie przyjął świadectwa wspólnoty! Ale dlaczego? Nie widział owoców Zmartwychwstania? A może właśnie dlatego, że je zobaczył, to nie uwierzył, bo Miłość Boża ukazywała mu się zbyt wielka, zbyt niemożliwa?

Próbuję sobie wyobrazić co rodziło się w głowie Tomasza, po tym jak usłyszał, że Jezus Zmartwychwstał. Może brzmiało to tak: «Ok, wierzę Wam. Widzę, że Go spotkaliście, bo jesteście przemienieni, radośni, pełni pokoju. Ale jestem cały czas w szoku. Nie bardzo jestem w stanie wyobrazić sobie tego że tak można kochać! Naprawdę, można kochać aż tak? Do śmierci? Do poranienia sobie rąk? Dopóki nie zobaczę, nie uwierzę»…

Benedykt XVI mówił o tym wydarzeniu tak: „Bardzo znana, a nawet przysłowiowa, jest scena z niewiernym Tomaszem, która miała miejsce osiem dni po wydarzeniu Paschy. Najpierw nie uwierzył on w Jezusa, który ukazał się podczas jego nieobecności, i powiedział: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę” (J 20, 25). Z tych słów płynie przekonanie, że Jezus jest już rozpoznawalny nie tyle z oblicza, co ze swoich ran. Tomasz uważa, że znakami istotnymi dla tożsamości Jezusa są teraz przede wszystkim Jego rany, w których objawia się, jak bardzo nas umiłował”.

Jego miłość widać… jak na dłoni!

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.