Prasowanie uszu

Wiem, wiem. Idiomy nie są po to, żeby je tłumaczyć dosłownie, bo jakby się je tłumaczyło dosłownie, to by już nie były idiomami. I nie sposób przełożyć słowo po słowie: „masz babo placek” czy „kopnąć w kalendarz”. Pierwsze ma coś wspólnego z przykrą niespodzianą, drugie z memento mori. I nic wspólnego z gastronomią w przypadku 1 czy treningiem MMA w przypadku 2. Ale idiomy mają to do siebie, że rozbrajają i już. Szczególnie jak ktoś ma zbyt bujną wyobraźnię. W hiszpańskim najpierw rozbroił mnie pracujący kangur. Pracować jako kangur (trabajar de canguro) to być po prostu niańką, baby-sitter. Dzisiaj zostałem położony na łopatki i znokautowany przez prasowanie uszu… Brzmiałoby  po polsku całkiem nieźle: „Już od 12 godzin prasujesz sobie uszy! Skończ z tym wreszcie!”. A „planchar la oreja” (prasować ucho) to po prostu spać, drzemać. Ale zająca biegającego przez las z żelazkiem udało mi się oczyma wyobrażni już zobaczyć : )

Reklamy

Rzymska fraszka na Tłusty Czwartek

Oj nie będzie pączków, oj pączków nie będzie

Płacze Plac Wenecki, płaczą i łabędzie (?!).

Oj pączków zabraknie, oj pączkom-ć tęsknota

Kwirynał wyje z bólu, kot płacze u płota (?!).

Rzymianin nie zna pączków, Rzymianin obojętny

Na pączki jest nieczuły, na smak pączków smętny.

Którym smak niewstrętny, którym zaś nostalgia,

Pasta pozostaje. I tęskna newralgia.

 

 

Smeh je pol zdravja

Odkryłem dzisiaj, gaworząc z moimi znajomymi Słoweńcami i Słowenkami, że u nich SMEH JE POL ZDRAVJA. To znaczy, że albo nasz śmiech jest potężniejszy, albo ich zdrowie nieco subtelniejsze, skoro ichnim śmiechem można jedynie połowę zdrowia zdobyć. Znajomy Słoweniec, z którym rozmawiałem, mówił również, że kardynał T. Spidlik zwykł mawiać, iż śmiech jest potężną bronią przeciwko pokusom i przeciwko herezjom. Czyli jednak, śmiech to zdrowie. Całe, a nie jeno pół*.

PS. Por. również „to je kleka, a to wół, to je całe, a to pół”.

Jan Kasjan – mistrz barwnego przykładu

Ojcowie Kościoła nie przebierali w środkach stylistycznych i jak trzeba było czymś ciężkim przywalić, za przeproszeniem, to walili. A wyobraźnię jaką mieli! Oto co napisał na temat życia wspólnego mnichów, we fragmencie o milczeniu i o gniewie, Jan Kasjan, Ojciec Kościoła, z którym dzisiaj jeździłem po Rzymie:

„Nie tylko więc sam fakt zaistnienia gniewu jest czymś nagannym, ale również to, kto się do jego powstania przyczynił. Prawdziwy nasz Sędzia będzie się więc zajmował nie tym, co wywołało niesnaski, ale z czyjej powstało winy. Dla niego bowiem ważny jest sam grzech, a nie sposób w jaki do niego doszło. Jaka różnica, czy ktoś zabił brata mieczem, czy doprowadził do jego śmierci podstępem, skoro wiadomo, że zginął z powodu jego oskarżenia bądź zdrady? Jaka różnica, czy ktoś własną ręką popchnął ślepego do przepaści, czy tylko przyglądał się, jak tamten stoi na skraju urwiska, nie czyniąc niczego, aby go  przestrzec? Przecież tak samo winien jest jego śmierci! Jaka różnica, czy ktoś sam kogoś udusił, czy tylko przygotował i nałożył na niego stryczek, bądź nie przeciął go, choć mógł to uczynić?”*.

I jeszcze: „Złośliwe milczenie gorsze jest niż największa obelga”.

Barwności przykładów i precyzji wypowiedzi gratulujemy i zazdrościmy.

* Jan Kasjan, O przyjaźni (red. A. Nocoń) (Z tradycji mniszej 49; Tyniec 2011) 57-59.

Podanie na A4 i dwa zdjęcia a prosta modlitwa

Zaczęły się rekolekcyjne zmagania w Smardzewicach. Korzystam z okazji i nadrabiam zaległości, przeglądając i chłonąc polską literaturę, bo dawno w takiej się nie pławiłem. Pożarłem już ze dwie książki Daniela Ange’a, bo lubię i już. A teraz kończę czytać książkę ojca Joachima Badeniego „Prosta modlitwa”. Ten zacny dominikanin próbuje w niej przekonać, że można się do Pana Boga zwracać bezpośrednio, po prostu i jakoś tak bez zbędnych ceregieli. Rozbawił mnie do łez jeden z akapitów, ale i trafnością wzruszył, to się nim dzielę.

Najważniejsza jest wiara. Z wiarą po prostu staję przed Bogiem i mówię, o co mi chodzi. Przychodzę do Ojca. Wtedy nie ma żadnych formalności, żadnego wzniosłego wzdychania:  „O Matko, przychodzę do Ciebie z taką czy inną prośbą, pamiętam o Twojej macierzyńskiej miłości”. Na takie coś moja mama powiedziałaby: „Synu, przecież ty nie pijesz, co się z tobą dzieje?”. Nagle robi się nieznośnie sztuczna atmosfera. To samo z ojcem. I z Ojcem. Podejdź do Niego z wiarą. Reszta jest w Jego rękach.

(o. Joachim Badeni OP, Alina Petrowa-Wasilewicz,”Prosta modlitwa”, Kraków 2009, Wydawnictwo M,  s., 108-109).

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.