Hiszpania, pierwsze miejsca w konkursach Eurowizji i Rosita

Lipiec. Za ciepło za oknem i słońca za dużo, coby myśleć o sprawach poważnych czy ponurych. Można by dodać na tę okoliczność: „Radość serca wychodzi na zdrowie, duch przygnębiony wysusza kości” (Księga Przysłów 17:22). Nie udaje się zachować powagi czy ponurości ani pogodzie, ani profesorom od hiszpańskiego… Dzisiaj jeden z nich przypomniał sobie o konkursie Eurowizji i usiłował wytłumaczyć klasie co to jest konkurs Eurowizji – co nie jest wcale takie proste, gdy 80% grupy to Amerykanie. W każdym razie, jak już zrozumieli(śmy) co to jest konkurs Eurowizji, to dowiedzieliśmy się, że Hiszpania wygrała Eurowizję dwa razy. Pierwszy raz w 1968 roku utworem o arcytrudnym refrenie i tytule: „La, la, la”, wykonawczyni nazywała się Massiel:


Przyznać trzeba, że śpiewa ładnie, w refrenie można jej całkiem spokojnie towarzyszyć, bo hiszpański tekst jest prosty. Pierwsze dźwięki przypominają nieco „Pieśń o małym rycerzu”, nieprawdaż?

Drugi raz Hiszpania wygrała Eurowizję rok później, w 1969 (wspólnie z innymi krajami). Tym razem piosenka nosiła tytuł „Vivo cantando” a śpiewała go Salome:


Utwór jak słychać, pełen dramatyzmu. On odchodzi, ona ma się źle, ale jak wraca, to „żyje śpiewając”. Warto dodać, że wdzianko pani Salome ważyło… 14kg! Nie ma to jak lata ’70! Najlepsza muzyka.

I co w tym wszystkim takiego śmiesznego i wesołego? Otóż, przypomnieliśmy sobie jak wygląda Rosita z Ulicy Sezamkowej! Kto kogo zainspirował?

 

 

 

 

 

Reklamy

Kangur i jego praca

 

O tym, że można pracować jako „kanar” to wiedziałem. O tym, że można pracować jako „goryl”, też wiedziałem. W gwarze więziennej adwokaci mają podobno coś wspólnego z „papugami”.

Raczej nie jest miło być ani „świnią”, ani „osłem”, ani „małpą”. Już lepiej zasłużyć sobie na miano „mrówki”, „mola” ewentualnie, jeśli ktoś studentem.

O „psach ogrodnika”, „myszach kościelnych” i „pokornej cielęcinie”, co to dwie matki ssie, też się od czasu do czasu słyszy.

Ale żeby „kangur”? Kangur, drodzy Państwo, mnie, (nomen omen), zaskoczył. Niemiłosiernie.

Otóż wgryzam się obecnie, bardzo powoli ale się wgryzam, w tajniki języka hiszpańskiego. I okazuje się, że istnieje wyrażenie „pracować jako kangur” (trabajar de canguro).I nie ma nic wspólnego ani ze skakaniem, ani z dowozem pizzy do Australii, ani z boksem zawodowym. Kto zgadnie co to za praca – otrzyma w nagrodę tort bezowy albo michę świeżych truskawek.

A na zdjęciu obok – pozostałości po szaleństwie. Hiszpania jeszcze świętuje zwycięstwo swoich piłkarzy. I zachwyca kolorami.

Sport i cisza, tenis i ufoludki, Chojniczanka i Juventus

500 metrów ode mnie, w linii prostej powietrznej, w linii powietrze-powietrze, Stadion Olimpijski się znajduje. Rzymski Stadion Olimpijski. A  w pobliżu stadionu korty. I pływalnie. I podobno ostatnio turniej był tenisowy i najlepsi rakietmistrze świata walczyli dzielnie. Nadal, Djokovic, Radwańska. Ale nic szanownym czytelnikom o tym nie wspomniałem, bo sobie pomyślałem tak: ludzie machają rakietami. Gdyby np. wylądowały rakiety i coś (albo ktoś, np. Ufoludek Zielony) zaczęłoby machać ludźmi  – to już o tym warto byłoby wspomnieć.

Ale w Niedzielę rano zrobiło się niebezpiecznie. Dźwięk na ulicy wyłączyli. Nic nie jeździło. Nic. Pomyślałem – a jednak! Wylądują i zaczną machać. Ci z rakiety zaczną machać ludźmi. Ale okazało się, że myślę źle. Zamknęli ruch uliczny w promieniu miliona kroków siedmiomilowych, bo się okazało, że nie dość, że rakietami machają, to jeszcze w piłę grać będą. A zamknęli dlaczegóż? A poniegóż kibic wybierający się na finał Pucharu Włoch może być groźny, albo zmęczony, albo po prostu dużo go może być. I żeby przemieszczanie mu ułatwić – zamknęli. (Juventus z Neapolem grał. W Rzymie. O Puchar Włoch. To tak jakby Chojniczanka grała o Puchar Polski z Resovią Rzeszów w Warszawie. Z przeciwległych końców kraju się jedzie, zatrzymuje się gdzieś po drodze i się gra).

Aż refleksja mnie naszła po tym wszystkim. I tęsknota. Za światem sportu. I nawet nie tego dużego sportu, wielkiego sportu, głośnego sportu. (Tak głośnego, że generuje ciszę wstrzymując na kilka godzin ruch pojazdów). Tęsknota mnie naszła za światem sportu cichego, niedużego, ale z sercem równie potężnym, co ryk 60 000 kibiców na Olimpico. Również dlatego, że moi znajomi ostatnio turniej wygrali, eliminacje do Międzynarodowego Turnieju Piłki Nożnej Seni Cup, który odbędzie się w Toruniu. (Por. http://chojnice24.pl/artykul/12908/sds-z-chojnic-zagra-w-finale/ ). Kilka lat temu miałem okazję uczestniczyć w podobnym turnieju. I przyznam, że była to jedna z najpiękniejszych imprez sportowych, w których uczestniczyłem. Stąd nostalgia.

A czy w niebie będzie się grało w piłę?

 

 

I co? Znowu nic : ) Końca świata o 11:11 nie było

Zażartowałem sobie w jednym z wpisów, że 11.11.11 o 11:11:11 jest dobrą datą na koniec świata. Ilość przekierowań z wyszukiwarek – olbrzymia. Końca świata nie było. Bo niby czemu miałby być akurat dzisiaj? Nikt nie zna, ani dnia ani godziny. Z tym większym spokojem można patrzeć na 12.12.12 12:12:12…

Jan Kasjan – mistrz barwnego przykładu

Ojcowie Kościoła nie przebierali w środkach stylistycznych i jak trzeba było czymś ciężkim przywalić, za przeproszeniem, to walili. A wyobraźnię jaką mieli! Oto co napisał na temat życia wspólnego mnichów, we fragmencie o milczeniu i o gniewie, Jan Kasjan, Ojciec Kościoła, z którym dzisiaj jeździłem po Rzymie:

„Nie tylko więc sam fakt zaistnienia gniewu jest czymś nagannym, ale również to, kto się do jego powstania przyczynił. Prawdziwy nasz Sędzia będzie się więc zajmował nie tym, co wywołało niesnaski, ale z czyjej powstało winy. Dla niego bowiem ważny jest sam grzech, a nie sposób w jaki do niego doszło. Jaka różnica, czy ktoś zabił brata mieczem, czy doprowadził do jego śmierci podstępem, skoro wiadomo, że zginął z powodu jego oskarżenia bądź zdrady? Jaka różnica, czy ktoś własną ręką popchnął ślepego do przepaści, czy tylko przyglądał się, jak tamten stoi na skraju urwiska, nie czyniąc niczego, aby go  przestrzec? Przecież tak samo winien jest jego śmierci! Jaka różnica, czy ktoś sam kogoś udusił, czy tylko przygotował i nałożył na niego stryczek, bądź nie przeciął go, choć mógł to uczynić?”*.

I jeszcze: „Złośliwe milczenie gorsze jest niż największa obelga”.

Barwności przykładów i precyzji wypowiedzi gratulujemy i zazdrościmy.

* Jan Kasjan, O przyjaźni (red. A. Nocoń) (Z tradycji mniszej 49; Tyniec 2011) 57-59.

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.